Jerzy Kałuża nie żyje – 27-04-2020 r.

From: Jerzy Kaluza [mailto:jerzy.kaluza@onet.pl]
Sent: Tuesday, April 28, 2020 8:17 AM
To: ‚Tadeusz Graczyk’ <tadeusz.graczyk@zut.edu.pl>
Subject: RE: przyroda
 Witam,
Z tej strony Konrad Kałuża syn Jerzego. Pragnę poinformować, że Tata po ciężkiej chorobie odszedł spokojnie w domu wczoraj wieczorem. Jesteśmy w trakcie załatwiania pochówku.
kaluza_jerzy
Drogi Konradzie, Panie Konradzie i Szanowna Rodzino naszego Przyjaciela Jurka !
Jakże nam przykro – proszę przyjąć nasze serdeczne kondolencje!
Jurek był w naszej Kompanii postacią żywą, aktywną, lubianą, przyjacielską, zainteresowaną sprawami Kompanii, uczestniczącą w naszych spotkaniach i pamiętającą o naszych małych radościach i świętach.
Chciałoby się napisać JEST w naszej Kompanii wciąż postacią żywą i aktywną.
Rozmawiałem z Nim stosunkowo niedawno, w dniu 13 marca, był w szpitalu, ale pełen nadziei na zdrowie mimo oczywistych ograniczeń. Nawet żartowaliśmy na temat zjazdu.
 Jurku, będzie nam Ciebie brakować … !
 Z wielkim żalem
- Tadeusz Graczyk
w imieniu także całej naszej maturalnej Kompanii
 PS
Pisząc wczoraj o Niebogach (e-mail „przyroda”) pomyślałem właśnie o Jurku, jakby nie w pełni świadomie lub podświadomie.
Proszę podać nam swój e-mail, abyśmy nie tracili kontaktu z naszym Drogim Kompanionem Jurkiem chociaż w taki pośredni sposób.

Droga Kompanio,

jak pisałem, ale teraz już z pominięciem Konrada, który odbiera e-maile z Jurka adresem.
Ponieważ dopytujecie się o szczegóły: zamówiliśmy wiązankę kwiatów od nas Wszystkich z szarfą „Drogiemu Jurkowi – Przyjaciele z Kompanii Maturalnej 1968 LO Wieluń”, wg zdjęcia.
Wiązanka będzie dostarczona dzisiaj do Domu Jurka.
WG informacji telefonicznej od Eli, żony Jurka – cała choroba trwała od Bożego Narodzenia. Poprzednio Jurek miał kłopoty rozmaite, ale funkcjonował dobrze i dziarsko. W Jego Urodziny 30 października 2019 urodził Mu się prawnuczek, prezent od wnuczki – był bardzo rozradowany.
 Ładnie Joasia napisała, że następny nasz Zjazd odbędzie po stronie cienia …
Oby nie !
Ze smutkiem
- Tadeusz

Kwiatowa Przesyłka-200429-pogrzeb-Jurka

 

Droga Kompanio.,

oto wiadomość o pogrzebie śp. Jurka:
Wiadomość od Konrada, syna śp. Jurka, z godz. 12.11, sms.
„Witam, pragnę poinformować, że Tata odszedł  w poniedziałek wieczorem, pogrzeb odbędzie się 30.04.20 r. o godz. 14.00 w Bazylice Mniejszej w Sieradzu, pochówek na Cmentarzu Komunalnym. Dopuszczone 70 osób w Kościele i 50 osób przy grobie. Konrad”
Zamówiliśmy wiązankę kwiatów od nas Wszystkich.
- Tadeusz, Krysia, Halinka, Danusia
Cmentarz Komunalny, od strony Kłocka.

Drodzy wszyscy z naszej Kompanii.

Dzisiaj odprowadziliśmy naszego Kolegę i Przyjaciela Jurka Kałużę w ostatnią podróż – na Jego miejsce spoczynku na cmentarzu w Sieradzu. Uczestnicząc w uroczystości pogrzebowej czuliśmy się z moim mężem też Jurkiem,  jakby oddelegowaną reprezentacją całej naszej Kompanii Matura 68 po prostu  dlatego, że mieszkamy w Sieradzu.
Jurek był osobą bardzo poważaną i lubianą w swoim środowisku, o czym świadczyła znacząca  liczba osób uczestniczących w uroczystości, mimo oczywistych ograniczeń wynikających z aktualnej sytuacji.
Symbolem pamięci o Nim była wiązanka kwiatów przesłana przez Tadeusza w imieniu nas wszystkich .
Ze smutkiem
Halina i Jurek Nowakowie
=============================================

Hej, Kompanio zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się  taki wiersz , piosenka górali tatrzańskich:

Hej, byli chłopcy byli
Hej ale siy minyni
hej i my siy miniemy
hej po maluckiej chwili
Ale przyciys siy spotkamy,
przydzie kiesik taci cas
popytomy chór aniołów,
cobyśpiwoł z nami wroz

 z pozdrowieniami dla Wszystkich
Joanna Leduchowska (Kądziela)
gosia_mango@o2.pl

Poniżej kilka zdjęć Zjazdowych z udziałem ŚP. Jurkiem Kałużą

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

SONY DSCSONY DSCSONY DSC

11 czerwca 2010 r.
IMG_9914-Jedenasta Cztery-a
17 maja 2013 r. – 45-lecie Matury
P1040619
6 czerwca 2018 – 50-lecie Matury

Budzi się przyroda

Droga Kompanio !
 Za oknem, w ogrodzie sąsiada przeminęła już wiśnia czy śliwa (a jednak mirabelka), a od wielu już dni puszy się teraz magnolia. Ogromny bukiet lekko różowawego kwiecia w kotarach ciemniejącej szybko zieleni. Po drodze do niej wzrokiem, znad kuchennego stołu, nie mogę ominąć poczciwego pyska sąsiedzkiego psa-labradora Buby, który ciekawie zagląda przez okno, by użalić się nad nami – ludźmi zamkniętymi w domach (jak w klatce na obrazku). Poczciwe psisko rozumnie wpatruje się w śniadających sąsiadów, co stanowi dla niego zapewne poranną rozrywkę na pozbawionym życia balkonie.
Ale to tylko pozory zamknięcia, bo przecież codziennie-niezmiennie przemierzamy nieodległe laski i pola. A tam toczy się nieustannie intensywne życie.
Żurawie niemal codziennie pojawiają się albo na łące, albo majestatycznie kroczą po polu, bądź szybują w cichym przelocie pomiędzy jeziorkami. Są czujne i nie pozwalają na zbliżenia, ale obecnie występują dość licznie. W pobliżu Dębowego Stawu para gęsi skubiących młodą pszenicę. Dalej znowu łabędź i te same dwie spłoszone gęsi sunące razem wzdłuż trzcin. Nad wodą krąży jastrząb. Nieruchoma czapla sterczy z wody jak pień martwego drzewa tuż-obok. Kaczki wciąż w nieustającej pogodnej, kwaczej dyskusji. Kormorany startujące do szybkiego lotu pomiędzy suchymi gałęziami topoli umarłych niegdyś podczas bardzo mokrego lata. Teraz sucho – ostatni deszcz padał przed półtora miesiącem. A pomimo to, w głębokiej koleinie wyleguje się w słońcu dłuuuugi zaskroniec, który rzuca się do nagłej ucieczki pomiędzy źdźbła pszenicy i głębokie spękania gliniastej ziemi.
Ale i w bezpośredniej bliskości tarasu tętni życie: w obszernej tui – nierozpoznany jeszcze ptak wróblowaty, na świerku w budce lęgowej – sikorka-bogatka, w jałowcu przy stawie –  gniazdo hałaśliwego mysikrólika. W stawie bez przerwy zażywają kąpieli kosy, sójki, gołębie grzywacze, sikory, para pokrzewek czarnogłowych i wróble. Bywało, że po dłuższej nieobecności domowników na brzegu czaiła się czapla, wybierająca z wody czerwone karasie. Kiedyś też po stawie uwijały się dwie kaczki-krzyżówki – wyraźnie niezadowolone, że muszą zrezygnować z tak przytulnego miejsca na uwicie gniazda. A w kącie ogrodu biegał rozsierdzony bażanci kogut, niepotrafiący wznieść się do lotu ponad siatkowe ogrodzenie. Wieczorem zaś opodal w lesie popiskują sowy. Są to zapewne te same sowy uszate, które niegdyś podpatrywaliśmy w zimie, gdy całe ich zgromadzenie przesiadywało wysoko na gałęziach sosen. O ich obecności świadczyła warstwa szarych wypluwek mysiej sierści, zalegających poniżej. Gdy spojrzało się w górę i klasnęło w ręce, wszystkie te uszate głowy nagle robiły zabawny skłon, aby przyjrzeć się natrętowi – jak głęboki ukłon aktorów na scenie.
A jeszcze brzuchate i puszyste trzmiele, rozmaite wytaliowane osy, motyle – obecnie cytrynki, bielinki i rusałki-pokrzywniki, z rzadka rusałki-pawiki, które cudem przezimowały w szopach i na strychach, a także żuczki duże i żuczki małe, w tym szybko biegające seledynowo-metaliczne tęczniki. Rozmaitość wielka, ruch wielki – nie ma nawet czasu, aby spokojnie poczytać na leżaku gazetę.
 A przecież ściele się jeszcze pod stopami dywan z traw i mchów, z kwiatów ogrodowych, łąkowych i leśnych, bo już i zawilce, i niezapominajki i słoneczne mlecze ! Na rośliny potrzebna osobna sesja.
Przyroda jest jednak bezwzględna w demonstrowaniu wdzięków i absorbowaniu naszej uwagi. Czy nadążacie za postępem wiosennych osobliwości ? A jak rozwija się wiosenka na południu w pobliżu Górnego i Dolnego Śląska, w Beskidach, w centralnej Polsce warszawsko-sieradzkiej, a co na Żuławach i Kujawach ?  - długo by wypytywać, bo wszędzie mamy kompanijnych emisariuszy. Emisariusze, do piór (klawiatury)!
Tę wymienioną długą listę wszelkiego rodzaju żywin i żyjątek dedykuję złożonym chorobą naszym Kompanijonom-Niebogom, którzy i które nie mogą zażyć radości bezpośredniego podziwiania dorocznych, wiosennych cudów natury. A i ostatnio kontaktu nawet z nimi nie ma …
 Z zaciekawieniem i pozdrowieniami
- Tadeusz
PS
Fotografie przypadkowe, nieartystyczne – takie strzelone z utrudzonego marszem biodra.

IMG_8159-pies Buba i magnolia IMG_8174-nadobna grusza IMG_8177-droga z tarninami IMG_8191-labedz-gesi IMG_8193-kormoran IMG_8208-pierwiosnek-niezapominajki Zwierzeta-my w klatce

Wieluń – wiosna w Parku

Basiu, Basiu ! – daj się uprosić i podziel się wrażeniami z naszego wieluńskiego Parku. Jedno fejsbukowe Twoje zdjęcie zamieszczam, być może wybaczysz, proszę, a jeśli nie ? – narażam się.
Ale nie można zataić takich pięknych pejzaży przez Kompanią. FB nie wszyscy mają, nie wszyscy zaglądają.
Z pozdrowieniami i  nadzieja na łaskawość Twoją
- Tadeusz
Po takie niebieskie strumyki niegdyś do Keukenhof jeździłem. A tu proszę – w naszym Wieluniu !
https://www.youtube.com/watch?v=PKA_xb_3ils

Wielun-Park 1-zdjecie Basi

Łódź w kolorze nieba

Grażynko, dziękuję, przekażę Kompanii taki ładny widok.
Ładne zestawienie czerwieni z niebieskim. Masz oko !
Niebo nad Tobą i niebo pod Tobą [ … i dwa obaczysz księżyce :-)

Politechnika.D.2018 004

 Ale co to jest ? – wygląda mi  na cebulicę, bo na niezapominajki to jeszcze za wcześnie.
Pozdrawiam
- Tadeusz
 Tak wyglądają wszystkie trawniki wiosną na Politechnice Łódzkiej.
Zał.1. Podobno jest to jedyna taka atrakcja w Europie.A początek tej atrakcji to, Reinhold Richter, jeden z wielkich właścicieli przemysłowej Łodzi.
Grażyna
Włodzimierz Rabiega
23 kwi 2020, 13:50
Jeśli dobrze kojarzę ten budynek, to w nim znajdowała się drukarnia uczelniana. W niej były drukowane zaproszenia na mój ślub.

Reinhold Richter

Reinhold Richter? Fabrykant przybyły z Czech.
Zaglądam …
https://pl.wikipedia.org/wiki/Willa_Reinholda_Richtera
Willa Reinholda Richtera - willa znajdująca się przy ulicy I. Skorupki 6/8 w Łodzi, w parku im. ks. bp. Michała Klepacza, obecnie siedziba rektoratu Politechniki Łódzkiej. ***
 I dalej można sobie poczytać.
A wiesz Grażynko, że nigdy nie byłem przy tej willi, ani w tym parku, ani w okolicy.  Mimo, że studiowałem na Wydziale Mechanicznym PŁ w Łodzi cały rok 1968-1969. Zresztą w moich czasach mieścił się w niej tylko Dział Wydawnictw PŁ, służący pracownikom, a ja wtedy jeszcze niczego nie publikowałem.
Owszem, znam niedaleki Park im. ks. J. Poniatowskiego, w którym na ławeczce wymarzałem sobie Eurydyke – Boginię Mego Serca  w przerwach wykładowych, albo usiłowałem przybliżyć się do wiedzy z metaloznawstwa (cegła: „Metaloznawstwo” Zofii Wendorff ).****  Ale w Parku Klepacza (jak on się wtedy nazywał ?) nigdy nie byłem.
 Pytanie – jak to możliwe, że KOBIETA może zajmować się czymś takim jak „metaloznawstwo” ?  Niechby to były motyle, kwiaty, rosiczki, stroje, poezja, nawet ekonomia, a nawet ekonomika przemysłu, jeśli musi być coś użytecznego, ale żeby Kobieta znała się na metalach ? Po co? Fakt, że była to przysadzista, niesmukła dama  i może było jej bliżej do metali niż do innych obiektów świata pięknego.
 Oj, zanurzyłem się dzięki Tobie w czasy łódzkie – piękne, niespokojne, emocjonalne i pełne oczekiwań młodzieńczych, stanowiących odskocznię do późniejszej moje drogi okrętowej.
Dziękuję, Grażynko – „niebo nad Tobą i niebo pod Tobą …”
- Tadeusz
Tragiczne wydarzenia 17.07.2016
https://dzienniklodzki.pl/pozar-rektoratu-politechniki-lodzkiej-czy-uda-sie-przywrocic-piekno-willi-reinholda-richtera/ar/10415228
 Zofia Wendorff  (1906-1991) - https://pl.wikipedia.org/wiki/Zofia_Wendorff
Prowadziła wykłady z szeroko pojętego metaloznawstwa na trzech wydziałach Politechniki Łódzkiej: Mechanicznym, Włókienniczym i Budownictwa Lądowego. Jest autorką kilku skryptów i podręczników, które były wielokrotnie wznawiane. Stworzyła szkołę metaloznawców, w której wielu pracowników uzyskało stopnie doktorskie i habilitacyjne, a trzy osoby tytuły profesorskie.
 From: wielowski55 [mailto:wielowski55@o2.pl]
Sent: Thursday, April 23, 2020 10:14 AM
To: Tadeusz Graczyk <tadeusz.graczyk@zut.edu.pl>
Subject: Lubisz Kwiaty!
 Tak wyglądają wszystkie trawniki wiosną na Politechnice Łódzkiej.
Zał.1. Podobno jest to jedyna taka atrakcja w Europie.A początek tej atrakcji to, Reinhold Richter, jeden z wielkich właścicieli przemysłowej Łodzi.
Grażyna

Droga Kompanio!

Droga Kompanio!
Niebo błękitne dzisiaj, czyste, niemal neapolitańskie.
Patrzę ja dzisiaj w to niebo przed godziną siódmą, a tu na nim nad  horyzontem drąg jakiś białawy sterczy.
Co więcej – wolno wydłuża się. Potem dopiero w słońcu czubek drągu zasrebrzył się, rozbłysnął. Toż to smuga samolotowa przecież!
Niegdyś takie smugi pojawiały się co rusz. Srebrzyły się w słońcu pomykające punkciki. Dolatywał po czasie słaby grzmot. Samoloty na liniach do Oslo, do Helsinek, St. Petersburga, Berlina, Rzymu – chyba wszystkie – nad Szczecinem latały. Wiem, bo włączam sobie aplikację Flightradar 24, która mi pokazuje szczegóły lotu i dane samego samolotu. Nawet z dalekiej Kuby …
Teraz taki lot to ewenement ! Zwykle niebo ciche, jednolite, bezkresne …
 Boening 747-4R7(F) na wysokości 10973 m z prędkością 922 km/h.
Przebył z Nowosybirska 4441 km w 5h 08min, do celu w Luksemburgu 542 km za 44 min. I dalej: dane o samolocie, o pilocie, stan rodzinny, rodzeństwo, nr buta, nr kołnierzyka, wykształcenie, zamiłowania itd. Tak to  teraz jest, Moi Drodzy !
 Ciekawe, co w środku. Cargolux, więc towary jakieś – może skórki sobolowe, albo maseczki antywirusowe. A może leci po ostrygi i szampany dla elity rosyjskiej.
 Kiedyś w Paryżu, w takiej sobie restauracji, zasiedliśmy z dwoma kolegami – jak to w delegacji. Wybór padł na ostrygi, jako absolutnie ekstrawaganckie danie, powieściowe jedynie, w kraju wówczas niedostępne. Przyniesiono kilka ostryg, z cytryną, a jakże. Jakieś białe wino. Zostały sprawiedliwie podzielone i skonsumowane, a na każdego wypadło po 2,67, może po 3,0, a może po 3,33 mięczaka, bo wiele ich nie było. A może to było 2,33 ? Popijając z wolna winko, aby atmosferą tej absolutnej ekstrawagancji móc się dłużej nacieszyć, zaczęliśmy się rozglądać wokół. I oto w najbliższym sąsiedztwie, przy stoliku zastawionym już stosem pustych talerzy, siedział sobie otyły taki-niby-basior, wylewający się z białej koszuli i czarnych spodni, z czarną czupryną i wydrapywał z muszli ostrygi. Po opustoszeniu talerza kiwał na kelnera i padało magiczne czysto francuskie słowo: sledujuszczij ! Kelner kursował jeszcze wiele razy, zanim opuściliśmy sponiewierani ten lokal. Góra talerzy na stoliku obok zaś rosła.
 Co więc w środku tego niebieskiego posłańca z Nowosybirska do Luksemburga ?
Luksemburg ? – wiadomo, gdzie leży : tam, gdzie nieocenione niegdyś „Radio Laksembery”, słuchane nocami przy projektach.
A Nowosybirsk ? Poszukajcie, ja wiem już dokładnie, pogooglałem sobie.   https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowosybirsk    Głęboka Syberia, Ob, ciekawe dzieje.
 Po niebieskim posłańcu pozostała po chwili jedynie smuga – dwie równoległe i przerywane nici, całkiem egzotyczne jak i cały posłaniec.
Pozdrowienia – Tadeusz